Obserwatorzy

wtorek, 20 maja 2014

Part 5. My choose.



Od zawsze myślałam o tym jak będzie wyglądać moje dorosłe życie, ale nigdy nie sądziłam, że sprawy przyjmą taki obrót wydarzeń. Żyję wyłącznie na utrzymaniu Emily. Po dniu w którym pokłóciłam się z rodzicami, szybko spakowałam wszystkie moje rzeczy i wyszłam jeszcze przed północą, zostawiłam jedynie krótki list, w którym napisałam żeby się o mnie nie martwili. Wiedziałam gdzie mogę pójść. Emily ma własne mieszkanie, owszem, nie pracuje, ale jej rodzice za nie płacą. Była w szoku, gdy opowiedziałam jej całe zajście, ale zaproponowała mi mieszkanie z nią, póki nie znajdę pracy. Na razie mam pieniądze na swoim koncie w banku, ale to bardzo mała kwota, za mała by kupić mieszkanie. Cały ostatni tydzień chodziłam do wszystkich firm znajdujących się w pobliżu. Nigdzie jednak nie chcieli mnie przyjąć, bo nie skończyłam szkoły. Fakt, że rzucam szkołę, nie zdziwił moich wykładowców, bo nie sądzili że tyle wytrzymam. Może i mieli rację, może i się poddałam, ale to moje życie i ja będę znosić konsekwencje. Największy szok przeżyli Trevor, Rick i Jessica. Doszli do wniosku, że ich opuszczam, a studia już nie będą takie same beze mnie. Choć ich zapewniałam, że nadal będziemy się codziennie spotykać i nic poza studiami się nie zmieni, ale bolał mnie fakt, że mają rację – zostawiam ich, moich przyjaciół.
-Wszystko się ułoży, zobaczysz- zapewniała mnie Emily, gdy przyszłam z firmy, która również mnie nie chciała.
-Może za wysoko mierzę, może powinnam zacząć od sprzedawcy lub kelnerki.
-Nie musisz, taka praca jest nie dla ciebie.
-Nie ma dla mnie pracy- odparłam zrezygnowana.
-Jutro nie pójdę na wykład, pomogę ci z pracą.
-Dziękuję.
Nie będę jej przekonywać, że powinna być obecna na wykładzie, bo wiem, że nic nie zdziałam. Nasza paczka jest słynna z tego, że zrobi wszystko by tylko nie iść do szkoły, a w jej przekonaniu, pomoc mi jest bardzo dobrym argumentem.
Tak więc rano wstałyśmy wcześnie, zjadłyśmy obfite śniadanie, aby mieć siłę na poszukiwania, choć i tak zjemy pewnie na mieście. Jak dotąd ubierałam się na rozmowę o pracę w spódnicę do kolan i białą koszulę, jednak dzisiaj wiedziałam, że znów mi się nie poszczęści, dlatego założyłam coś, co równie dobre mogłabym założyć na co dzień, ale również trzymając się bieli i czerni.
W poszukiwaniach miała nam pomóc Jess, która również nie czuła potrzeby odwiedzenia uczelni, mimo to cieszę się, że do nas dołączyła. Spędzam z przyjaciółmi teraz mniej czasu, dlatego każda minuta jest potrzebna.
Mówią, że jeśli się nie wierzy, że coś się nie uda, to się to nie uda, więc trzeba wierzyć. To odnosi się do mojej dzisiejszej sytuacji. Wiedziałam, że i tak nic nie znajdę, więc tylko zgadzałam się na propozycje firm, które sugerowały dziewczyny, a ja godnie wysłuchiwałam odmów, jednych uprzejmych, drugich już nie bardzo. Weszłyśmy do jakiejś kawiarni, która była nieopodal i postanowiłyśmy wypić kawę.
-Może po prostu wróćmy do domu – zaproponowałam.
-Nie! Znajdziemy ci dziś posadę- zaprzeczyła Jess.
-Dobrze by było.
-Musisz być bardziej optymistyczna, wtedy szczęście ci dopisze.
-Byłam optymistką tydzień temu i to też nie pomogło.
-Nie trać nadziei, uhm przepraszam.
Właśnie zaczął dzwonić telefon Ems, dlatego wyszła na zewnątrz, by swobodnie porozmawiać. Przez ten czas, grzebałam łyżeczką w swoim kremowym ciastku. To nie miało sensu.
Po kilku minutach wróciła do nas Emily wyraźnie ucieszona.
-Co się tak cieszysz? – zapytała ją Jess.
-Pamiętasz Travis’a? – zwróciła się do mnie Ems, ignorując Jessice.
-Ten chłopak, który jest modelem. Był z tobą na weselu twojego brata.
-Tak, to ten.
-I co z nim?
-Ma bardzo dużo znajomości, tych z wyższej półki. Dlatego poprosiłam go, żeby znalazł dla ciebie 
jakąś pracę godną uwagi. Najwyraźniej znalazł, bo zaraz tu przyjedzie.
Miałam już podziękować Emily, ale do kawiarni wszedł Travis. Jest to przystojny, wysoki, dobrze zbudowany facet z lekkim zarostem. Trudno powiedzieć czy się uśmiechał, bo raczej na jego twarzy widniał grymas, może zniesmaczenie albo zdenerwowanie.
Usiadł obok mnie, gdyż naprzeciwko siedziały Jess i Ems. Podał mi jakiś plik kart i zaczął mówić.
-Miałem załatwić pracę, a to nie jest praca, jednak można zgarnąć kasę i wydaje mi się że warto. Trudno było mi cię wkręcić. W sumie to było małe zamieszanie. Uczestnicy programu zostali już dawno wybrani, ale gdy pokazałem im twoje zdjęcie, uznali że z tobą będzie większa oglądalność i wywalili jakąś laskę.
-Poczekaj! – przerwałam mu- O co chodzi? Jaki program?
-A tak. Jest to nowy program Polowanie Na Faceta (Love Games), który powstaje w Anglii, miejsca Ci nie podam, tajemnica zawodowa, dowiesz się na miejscu.
-Ale jak to? Czyli nie mam nic do powiedzenia?
-Emily powiedziała, żebym nie pytał się gdy coś znajdę, dlatego od razu cię wkręciłem, co nie było też łatwe.
-A może ja nie chcę uczestniczyć w żadnych programie?
Podniósł wysoko brwi.
-Stawką jest 50 tysięcy funtów. Organizatorzy stwierdzili, że masz duże szanse. Co ci szkodzi spróbować?
To był ten ton, który używają ludzie by podkreślić, że druga strona nie ma już nic do gadania. Wiedziałam, że jestem przegrana w tej sprawie. Miałam żal do Emily, że oboje wkręcili mnie w coś, czego nie chciałam, ale suma była imponująca, może naprawdę mam szansę wygrać.
-A na czym to polega? – zapytałam po chwili namysłu.
Travis się uśmiechnął, bo zrozumiał, że nie będę już robiła problemów i wystąpię.
-Wszystko masz w kopercie, jednak są to ogólnikowe informacje. Miejsca nikt ci nie podał, bo dojedziesz tam limuzyną. Daty zakończenia programu też nie ma, bo nikt nie wie ile to będzie trwać.
Wstawał już, gdy coś mu się przypomniało.
-Podpisz mi tu jeszcze. – poprosił, wkładając mi długopis do dłoni.
-Co to jest?
-Umowa, spokojnie, przeczytałem.
 Coś mi podpowiadało, żeby mu nie ufać, ale skoro Emily ma do niego zaufanie to i ja powinnam mieć. Odszedł wyraźnie ucieszony, bo praktycznie nie było większych problemów, czego pewnie się spodziewał. Może i łatwo się zgodziłam, ale tak naprawdę to co mi szkodzi spróbować? Travis miał rację, w kopercie były tylko ogólne informacje. Data i godzina, kiedy przyjedzie limuzyna żeby mnie zabrać, długa lista potrzebnych mi rzeczy i taka sama długa tych których nie mogę zabrać, zawarta była również informacja na temat programu, na czym będzie polegał.
Trzy dziewczyny rywalizują o względy jedenastu mężczyzn, którzy i tak sami zdecydują w której grupie chcą się znaleźć. Co tydzień jest nowe zadanie, a wygrać może je tylko jedna dziewczyna, która następnie nominuje trzech mężczyzn do eliminacji. Co tydzień ktoś odpada. Gdy zostanie jeden pan, będzie on musiał wybrać między trzema paniami, role się odwrócą”
W sumie to dowiedziałam się tego co najbardziej mi potrzebne, mianowicie co ja tam będę robić. Mam po prostu rozkochać w sobie jak największą liczbę facetów, żeby byli w mojej grupie i pomagali mi wygrać. Skoro jest jedenastu facetów to i jedenaście zadań będzie, co znaczy że spędzę tam jedenaście tygodni, albo więcej, zawsze organizatorzy mogą nam dać tydzień więcej na odpoczynek czy coś takiego.
Po przeczytaniu tych kilku kartek, zorientowałam się czemu Travis uważał wkręcenie mnie do programu za niełatwe zadanie. Polowanie Na Faceta rozpoczyna się już za 5 dni. Dziewczyna której zajęłam miejsce, pewnie już wszystko zaplanowała i może nawet zaczęła się szykować. Nie jest mi przykro, wręcz przeciwnie , cieszę się, że jednak organizatorzy pozwolili mi brać udział, to nowa przygoda.
Skoro miałam przyciągać chłopaków, to musiałam poprawić kilka rzeczy w moim wyglądzie. Na początku poszłyśmy z dziewczynami do kosmetyczki: masaż, korygowanie brwi, maseczki, peeling. Następnie udałyśmy się do manicurzystki, ale tylko ja miałam mieć robione paznokcie, bo dziewczyny nie przepadały za pomalowanymi paznokciami. Mnie się zawsze podobały, ale sama nigdy nie miałam na to czasu i chęci. Teraz nie muszę się o to martwić, bo moje paznokcie są sztuczne i pewnie wytrzymają cały program, a jak nie, wezmę ze sobą zapasowe, by w razie czego szybko dokleić.
Jessica i Ems tak gorliwie rozmawiały ze sobą, że nie usłyszały jak płacę manicurzystce, postanowiłam je wystraszyć, choć było to bardzo dziecinne. Nie udało mi się jednak, bo Emily się odwróciła. Przez chwilę podziwiły moje długie paznokcie, a potem wyszłyśmy. Został ostatni punkt: buty. Nigdy nie chodziłam na obcasach, tym bardziej na szpilkach. Wydawało mi się to strasznie trudne. Jednak po przymierzeniu kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu par butów, wybrałam 12 par, głównie na szpilkach. Będą mi potrzebne, nie dlatego że jestem niska, wręcz przeciwnie, jestem wysoka i będę jeszcze wyższa, a poza tym, faceci lubią dziewczyny na szpilkach.
Razem z Ems wróciłyśmy do jej mieszkania, a Jessica pojechała do siebie. Zaczęłam ochoczo przeglądać swoje ubrania, najpierw tak po prostu żeby się rozpoznać w jakości mojej garderoby, a potem analizowałam listę rzeczy które mam wziąć. Brakowało mi tylko bikini, bo nie chodzę na basen i nie jeżdżę nad morze, ale teraz muszę kupić.
-To będzie duża zmiana, prawda? – zapytała mnie Emily, gdy weszłam do kuchni, po tym jak przeanalizowałam całą moją szafę.
-Jeszcze większa niż dotychczas, a co jeśli popełnię jakąś gafę, a kamery to uchwycą?
-Nie zrobisz nic głupiego, postępuj rozważnie, choć nie wiem czy to możliwe w takim programie.
Uśmiechnęłam się do niej, tak, trudno będzie myśleć rozważnie gdy chodzi tu o jedenastu facetów.
-Muszę znaleźć tych najlepszych, z którymi mam szansę wygrać – zauważyłam.
-Tak, nie trzymaj się jednego, staraj się utrzymywać kontakt z wszystkimi. A jeśli chodzi o twoje przeciwniczki z nimi też staraj się być w przyjacielskich stosunkach, po to by na końcu wbić nóż w plecy.
-Czasami się ciebie boję.
-Musisz wygrać, nie widzę innej opcji.
-Postaram się. Zrobię wszystko, przed niczym się nie powstrzymam. Muszę wygrać. 

-------------------

Już 5! A raczej dopiero.
Wstawiłam, choć nie było jeszcze 10 komentarzy, dlatego tym razem gdy pojawi się 12 komentarzy, wstawię następny rozdział :) Pamiętajcie, że w 10 rozdziale pojawia się One Direction, tym razem na stałe, więc czym szybciej tym lepiej :)
 

czwartek, 8 maja 2014

Part 4. Wedding Time.




Czekałam na nasze spotkanie. Codziennie na ulicach rozglądałam się wokół siebie. W domu szybko podbiegałam do drzwi, gdy zadzwonił dzwonek, ale i tak czekało mnie rozczarowanie. Mijały miesiące, jeden, drugi, zima. Chyba za bardzo wzięłam do siebie słowa tej dziennikarki, może to dla niego nic nie znaczyło, chciał żeby to nie wyszło na światło dzienne, bo nie jestem tego warta. Z nikim nie podzieliłam się tymi rozmyślaniami, nie mogłam. Czekałam spokojnie, aż przestałam czekać. Na początku lutego pogodziłam się z faktem, że to moja teoria jest prawdziwa.
Tego dnia miał nas odwiedzić ojciec. Musiała to być naprawdę ważna wiadomość, bo ostatnio był u nas pół roku temu, tylko po to, by powiedzieć że dziadek nie żyje, jaki jest ten powód?
Mama krzątała się po kuchni już od bladego świtu. Przewijałam się jej tylko od czasu do czasu, gdy czekałam czegoś do jedzenia. Poza tym siedziałam w swoim pokoju z Trevor’em, który mnie odwiedził jako jedyny, bo Jess i Ems poszły obejrzeć trening chłopaków, a Trev ma zwichniętą kostkę, więc nie może w nim uczestniczyć.
Zawsze gdy na niego patrzyłam, czyli praktycznie 24/h, bo nawet na tapecie telefonu mam nasze zdjęcie, przypominały mi się wszechobecne we wszechświecie słowa ‘Przyjaźń damsko-męska nie istnieje’. A my to co? Jeśli to nie przyjaźń , to co innego? Związek bez zobowiązań? Nie, to nadal przyjaźń. Kocham go, fakt, ale jak brata. Oddałabym za niego życie, a on za mnie. Nikt w moim życiu nie jest tak ważny jak on. Jest taką wspaniałą osobą, że aż się dziwię dlaczego nie ma dziewczyny, ale gdy tak się zastanawiam nad tym, dochodzę do wniosku, że nie chcę żeby ją miał, bo musiałabym się nim dzielić. Może to bardzo samolubne z mojej strony, ale tak właśnie jest, potrzebuję go jak powietrza.
-Fire Dragon – rzuca w moją stronę, gdy zamykam za sobą drzwi.
-Nie, to za banalne. Musi być chwytliwa nazwa.
-Coś jak Tattoos?
-Oczywiście, że nie. Może Imagine Dragons?
-Jak ten zespół?
-Racja. To po prostu Imagine.
Pokiwał głową zgadzając się. Nazwa miała dotyczyć studia tatuażu, który zakładaliśmy, oczywiście tak na niby, to po prostu na zajęcia z Zasad Życia Społeczeństwa Nowożytności (ZŻSN), mamy zrobić coś co dotyczy nowych zasad panujących w teraźniejszości. Wybraliśmy biznesplan, bo jest to proste i nie wymaga zbytniej pomysłowości. Biznesplan, to kilkanaście kartek dotyczących funkcjonowania zakładanej firmy, musi się znaleźć : streszczenie, opis firmy, zarządzanie, marketing, opis działalności i o wiele, wiele więcej, choć nie jestem w stanie tego zapamiętać, bo przecież nie będzie mi to już nigdy potrzebne, a w razie czego, mogę skorzystać z Internetu, tam znajdę praktycznie wszystko. Możliwe, że mój ojciec coś takiego już robił i to nie raz, ale nie poproszę go o pomoc, już dawno temu przyrzekłam sobie, że o nic go nie poproszę, nie po tym, gdy zostawił mamę. Nadal utrzymuję z nim kontakt, ale nie bliski, nie umiem mu tego wybaczyć, po prostu zawsze gdy na niego patrzę, widzę wyraz twarzy mojej mamy, gdy jej to powiedział.
Miałam wtedy 14 lat i oglądałam Disney Channel w salonie. Byłam taka malutka i chudziutka, że nie było widać mojej wystającej głowy, bo skuliłam się. Weszli do pomieszczenia i strasznie się kłócili. Bałam się wychylić, więc siedziałam cicho i wsłuchiwałam się w ich rozmowę, choć wiem że było to nieładne z mojej strony. Tata coś wtedy krzyczał, że od dawna nie może tego znieść, aż wreszcie oznajmił, że chce rozwodu. W ten sposób zdradziłam swoją obecność, zapytałam co to znaczy. Byłam mała, nigdy nie miałam styczności z takimi rzeczami, miałam wizję szczęśliwej rodziny: mąż, żona i dzieci, a jednej chwili wszystko się zmieniło. Wtedy zobaczyłam twarz mojej mamy, którą teraz widzę w twarzy ojca. Zrozpaczona, pozbawiona sensu życia i zanosząca się histerycznym płaczem mama uciekła do kuchni, podczas gdy ojciec spokojnie mi wszystko tłumaczył, gdybym tylko wiedziała… na pewno by ode mnie dostał. Podejrzewałam go potem o inną kobietę, ale takiej nie było, nie wiem jak jest teraz, stałam się obojętna na jego życie, głównie przez wzgląd na mamę, nie miała od tamtej pory nikogo, choć prosiłam, nadal kocha tatę.
-Tess! – na ziemię sprowadził mnie głos Trevor’a.
-Co?
-Mówiłem, że skończyłem. – pomachał mi przed oczyma pendrivem, na którym zapewne był nasz biznesplan, który czekał na wydrukowanie.
-Och, no dobrze.
-Wszystko w porządku?
-Tak, tylko zastanawia mnie cel wizyty mojego ojca.
-Będzie dobrze. A jeśli o to chodzi, to muszę już spadać.
Przytulił mnie i wyszedł z pokoju. Nie muszę go odprowadzać, zna drogę do drzwi.
Natomiast ja zaczęłam się szykować. Żadnych sukienek, ojciec nie jest tego wart. Szanuję go, ale równocześnie brzydzę się nim, powinien raz na zawsze usunąć się z naszego życia, same tego chciał. Założyłam asymetryczne, pudrowe spodenki i białą bluzkę, nic specjalnego. W momencie, gdy skończyłam rozczesywać włosy, usłyszałam dzwonek do drzwi. Już się nie zerwałam tak jak zawsze, pogodziłam się, że Styles nie przyjdzie.
Usłyszałam śmiech Johny'ego. Mój młodszy brat cieszył się z widoku taty, był za młody by wszystko pojąć. Wkrótce znienawidzi go tak jak ja.
Wreszcie i ja wyszłam z mojego pokoju. Spojrzałam na niego i znowu przed oczyma zobaczyłam zapłakaną twarz mamy.
-Tess! Co u ciebie?
-Nie sądzę, żeby to cię interesowało.
-Oj, to źle sądzisz- nie tracił najwyraźniej zapału.
-Miejmy to już za sobą, twoje idealne życie czeka na ciebie, a ty pewnie nie możesz się doczekać, aż znowu nas zostawisz.
 Jego mina trochę zmieniła się, ale w porę przyszła mama, by oznajmić, że kolacja gotowa.
Miała na sobie czerwoną sukienkę, bardzo ładnie w niej wyglądała. Sama była bardzo ładną kobietą i zawsze się dziwiłam czemu z nikim nie jest. Może i nie byłam wzorem córki, nie umiem się do niej odezwać  nie krzycząc lub wyzywając jej, ale to nie znaczy, że nie dażę jej szacunkiem i zaufaniem, wręcz przeciwnie.  Już podczas deseru, zachwalałam jej obiad, a ojciec potwierdzał, pewnie by zapunktować. Wdali się w dyskusję na temat poczynań firmy ojca, więc zajęłam się swoim kawałkiem czekoladowo-biszkoptowego ciasta.
-A jak tam Zac, Tess? -zapytał mnie, gdy nawet nie zauważyłam, że skończyli rozmawiać o zamówieniu na ogród u mojej mamy.
-Jak cię to interesuje, to się go zapytaj, a ja nie chcę wiedzieć.
Otworzył usta by coś powiedzieć, ale zdał sobie sprawę co oznaczają moje słowa i dał sobie spokój. Skończyliśmy deser.
-No dobrze, teraz chciałbym wam coś powiedzieć.
-No przecież, nigdy nie przychodzisz, gdy nie masz czegoś do powiedzenia - miała to być uwaga na boku, ale specjalnie podniosłam głos.
Spotkałam się z morderczym spojrzeniem matki, pewnie nadal myśli, że ojciec chce wrócić, dlatego tak się na niego błagalnie patrzy. Czasami po prostu żal mi na nią patrzeć.
-Tak wiem, że rzadko się widujemy. Chciałbym to naprawić, jeśli mi pozwolicie. A możemy zacząć od ceremoni ślubu, a następnie wspólnej zabawy na weselu - powiedział ostrożnie.
Mamie zszedł cały uśmiech z twarzy, wyglądała jakby miała się za chwilę rozpłakać. Po woli i do mnie zaczęły docierać te słowa.
-Czyj ślub? - zapytałam ciężko oddychając, ale odpowiedź była prosta.
-Mój ślub, Tess. Nie przedstawiałem wam Jennifer, bo bałem się reakcji.
-A teraz się nie boisz reakcji? - krzyknęłam, miałam ochotę wygrnąć mu wszystko - Po co chciałeś dzieci skoro się nigdy nimi nie przejmowałeś!? Myślisz, że wejdziesz tu, zjesz z nami, po czym oznajmisz że żenisz się z kimś kogo nie znamy? Pomyślałeś, że to nie fair w stosunku do nas?
Po woli złość mnie opuszczała, a została zastępiona frustracji. Jest zakłamanym dupkiem, który nie myśli o innych.
-Tak, wiem Tess. Możesz być zła. Kiedyś założysz własną rodzinę i zrozumiesz.
Nie, nie zrozumiem-pomyślałam. Byłam tak zła, jak nigdy dotąd, jak mógł nas tak zranić? Do matki też chciałam już nakrzyczeć, że nie powinna się tak mazgaić dla idioty, ale nie mogła widząc jak cierpi.
-Dobrze.- zaczęłam- Ja też mam wam coś do powiedzenia. Rzucam studia.
Ich reakcja była błyskawiczna. Mama wytrzeszczyła na mnie oczy, ojciec gwałtwonie podniósł się, przez co Johny uciekł do swojego pokoju z krzykiem.
-To moja decyzja i wy jej nie zmienicie. Jestem dorosła. Nie będę żyć na waszym utrzymaniu już ani chwili dłużej.
Ojciec wyglądał jakby chciał na mnie nawrzeszczeć, ale się rozmyślić, więc wymamrotał coś pod nosem, zostawił zaproszenia na ślub i wyszedł z mieszkania. Mama załamała się, zaczęła płakać i odeszła.
Usiadłam ciężko na krześle. Co ja najlepszego zrobiłam? To prawda, zastanawiałam się nad tym dość długo, bo nie chcę już studiować, chcę żyć jak większość osób w moim wieku. Nie wiem jeszcze jak, ale teraz muszę to wymyślić, skoro w przypływie energii podjęłam taką decyzję. Od teraz nic nie będzie takie samo.
Stałam przy stole wpatrując się w kuchenkę mikrofalową jakieś kilkanaście, może kilkadziesiąt minut. Przez jakiś czas nie zdawałam sobie sprawy z tego co zrobiłam, ale po jakimś czasie zrozumiałam, że to odmieni moje życie tak bardzo, że nie będzie ani trochę podobne do tego którym żyłam dotychczas, do tego które było w jakimś sensie spokojne, ale i bezpieczne, a teraz nic takie nie będzie, nic nie będzie pewne i stałe.
Musiałam komuś to powiedzieć, dlatego od razu napisałam wiadomość do Emily.
*Muszę znaleźć pracę i mieszkanie.*
*Pomogę Ci.*
Nie wiedziałam czy myśli, że sobie żartuję, czy naprawdę zdaje sobie sprawę z powagi tej sytuacji, ale w tym momencie dziękowałam jej za to, że nie muszę jej niczego wyjaśniać, jeszcze nie dzisiaj.

--------------------------------------------------------

Hej :)) Proszę bardzo, 4 rozdział. Mam nowe pomysły, więc na pewno nie będzie nudno jak dotychczas, a One Direction pojawi się ponownie w 10 rozdziale, do tego czasu nie będziecie się nudzić, obiecuję :>

środa, 30 kwietnia 2014

Part 3. News.

Nigdy bym nie pomyślała, że mogłabym tak długo myśleć o kimś, kogo zwyczajnie nie lubię.... albo wydaje mi się, że nie lubię. Gdy wstałam rano,następnego dnia po koncercie,  długo myślałam o tym co się wydarzyło w drodze powrotnej. Zawsze nie tolerowałam, wystrzegałam się One Direction, a jednak, nie mogłam zapomnieć, jakby moje nastawienie diametralnie się zmieniło, ale tak nie jest.
Czasami jednak są ważniejsze rzeczy, od takich rozmyślań...


-Mamo szybciej, bo się spóźnię!- zaczęłam krzyczeć, stoją na klatce schodowej, w tej sytuacji nie obchodziło mnie, że mogę obudzić sąsiadów.
-Mogłaś wstać wcześniej! Nie powinnaś tak ubierać się do szkoły!
Tutaj miała jednak rację, nie obudziłam się gdy zadzwonił budzik, chciałam spać jeszcze 'dwie' minuty, ale zrobiło się z nich pół godziny, tyle abym nie mogła zdążyć na metro.
Dalej już nie słuchałam co do mnie mówiła, bo próbowałam za nią biegnąć i równocześnie pisać do Trevor'a, któremu pewnie się wydaje, że spotka mnie zaraz w metrze.
Całą drogę do uniwersytetu wpatrywałam się w mój telefon, czekając aż odpisze, co zrobił dopiero gdy dojeżdżaliśmy do celu, a on pewnie dochodził do szkoły.
*Poczekam pod szkołą*- odczytałam sms w momencie gdy wysiadałam z auta, w rezultacie czego nie pożegnałam się z mamą i prawie weszłam pod samochód, który przejeżdżał obok. Jakiś facet zaczął się na mnie wydzierać, ale nie zwracałam na to uwagi, gdy Trevor mnie przytulił.
-Nie opłaca się już iść na wykład, mamy 10 minut spóźnienia.
-Nie musiałeś na mnie czekać.
-Ale chciałem.
Resztę czasu spędziliśmy na ławeczce za boiskiem. Ani trochę mnie nie dziwiło, że z nim czas leci tak szybko, wytłumaczenie jest proste: czuję się z nim tak prawdziwie i nikogo nie muszę udawać.
Na samym początku naszej znajomości, myślałam że jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami, cokolwiek o nim pomyślałam, ja się w tym od niego różniłam, ale poznając go, zrozumiałam że tak nie jest i to tylko pozory, które nas otaczają. Teraz jesteśmy do siebie tak bardzo podobni, jak to tylko możliwe. Oczywistym jest, że się kłócimy, ale nigdy to nic poważnego. Śmiejemy się z siebie, ale zawsze sobie pomagamy w trudnych chwilach. Na samym początku naszej przyjaźni, gdy nie byłam jeszcze z Zac'iem, najwięcej śmiechu dawały nam plotki, które roznosiły się wokół nas i nawet nadal krążą. Ludziom było trudno nie myśleć, że jesteśmy razem, byliśmy ( i nadal jesteśmy) nierozłączni, to samo nas śmieszy i z tego samego powodu się smucimy, plotki są tutaj oczywistością, nawet my niekiedy sami żartujemy, ale to wszystko, to tylko żarty, przyjaźń damsko-męska istnieje, a na naszym przykładzie nie można temu zaprzeczyć.
Niechętnie zebraliśmy się dopiero, gdy usłyszeliśmy w wewnątrz kampusu, nie ma takiego spokoju, jak podczas wykładu, co oznaczało, że musiał się już skończyć. Niechętnie udaliśmy się do wejścia. Zawsze gdy szliśmy we dwójkę, trzymaliśmy się za ręce, a to kolejny powód by rozsiewać nieprawidłowości. Weszliśmy w tłum studentów zmierzających do kawiarni lub na następny wykład.
Wkrótce zobaczyliśmy przyjaciół (i Zac'a) idących ku nam, więc Trevor błyskawicznie puścił moją dłoń i razem ze mną, zaczął wszystkich witać, czyli stała i niezmienna czynność w chwili gdy widzimy się po raz pierwszy w dniu. W tym miejscu rozdzieliliśmy się, on poszedł z chłopakami, a mnie zagarnęły dziewczyny.
-Żałuj, że nie widziałaś miny Zac'a jak tylko wy nie stawiliście się na wykładzie.
-O co ci chodzi? - nie zrozumiałam o co chodzi Jess.
-Zaciskał zęby ze złości! No wiesz, jego najlepszy przyjaciel i była dziewczyna...
-Przestań! - trąciłam ją łokciem - Przecież wiecie, że się tylko przyjaźnimy.
Oczywiście, że wiedziały, ale nikt nie oparł się pokusie, żeby spytać, czy na pewno jest tak, jak mówimy. Na wykładach niektórzy okręcali się w miejscach tylko po to, żeby na mnie spojrzeć. Miałam dość tego, że plotki osiągnęły już taki zasięg, ale nawet nie miałam ochoty każdemu z osobna tłumaczyć, że nie jestem z Trevor'em. Właśnie dlatego z chęcią przystałam na propozycję Rick'a, żeby iść po szkole do KFC. Może inni myślą, że to takie oklepane miejsce, jednak my właśnie lubimy takie miejsca, gdzie jest straszny tłok i nikt nie będzie podsłuchiwał naszych rozmów. Najbardziej denerwowało mnie w tym wszystkim, że praktycznie przez cały czas Zac był gdzieś w pobliżu, więc musiałam cały czas pamiętać o tym, żeby przypadkiem się do niego nie odezwać, bo nie tak łatwo zmienić przyzwyczajenia.


Po ostatnim wykładzie, jakim była Filozofia Starożytna, wszyscy wpakowaliśmy się do samochodu Rick’a i skierowaliśmy się w stronę centrum miasta. W drodze tylko raz spojrzałam przez okno, resztę czasu byłam zajęta rozmową z przyjaciółmi. Jednak, gdy to zrobiłam, od razu moją uwagę przykuł wielki bilbord, na moje nieszczęście, była to reklama nowych perfum One Direction, jakby ta sprawa nie chciała, żebym ją zapomniała. Cały tydzień żałowałam, że poszłam na ten koncert.

Mimo, że nie spotkałam od tamtego momentu JEGO, widywałam go w telewizji, w Internecie, w gazetach czy we własnych koszmarach i miałam tego serdecznie dość.
Miałam rację, w KFC było strasznie dużo osób, ale po dokładnym obejrzeniu lokalu zobaczyliśmy wolny stolik, Jess wraz z Rick’iem i Zac’iem, poszli go zająć, a ja, Trev i Ems poszliśmy stanąć w kolejkach głodnych i rządnych jedzenia mieszkańców Londynu. W sumie to zamówiliśmy wszystkiego stanowczo za dużo, ale kto by się wracał po to by zamówić kolejne porcje gdyby zabrakło czegokolwiek, w ten sposób nie musimy się ruszać od stolika, a nasze brzuchy mogą swobodnie rosnąć. Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy około 3 godziny, starałam się ten cały czas ignorować Zac’a, ale było szczególnie trudno gdy wchodził mi w środek zdania, nie dając mi szansy na dokończenie tego co zaczęłam. W pewnej chwili po prostu nie wytrzymałam.
-No i ten pies gryzł tego kota, a ona rzucała w niego tymi pietruszkami. Chociaż chciałam coś zrobić nie…
-Podasz mi ketchup? – Zac zwrócił się do Rick’a, przerywając mi tym w połowie zdania.
-Nie mogłeś poczekać? – odparowałam, pierwszy raz od naszego zerwania odezwałam się do niego.
-Oj proszę, nikt nie chce słuchać twoich historii o tym jak ratowałaś kota, który teraz już pewnie zdechł.
-Naprawdę? Znasz lepsze historie? A może odpowiesz nam wszystkim o tym jak przespałeś się z tą dziewczyną z obozu, co? – spojrzałam na zszokowane twarze pozostałych- No chyba, że chciałeś żeby ta sprawa nie ujrzała światła dziennego.
-Trzymaj się swoich spraw, dziwko.
Wtedy już nie wytrzymałam. Nikt poza naszym stolikiem tego nie usłyszał, ale ja mam dobry słuch i moi przyjaciele także. Żadna osoba nie zdążyła nic powiedzieć, a ja już rzuciłam się na jego twarz z zamiarem zrobienia mu jak największej krzywdy, siedział po mojej prawej co ułatwiało mi to. Jednak nie miałam okazji cokolwiek mu zrobić, bo Trevor odciągnął mnie szybko na bok, gdy zobaczył że się uspokoiłam, usiadł między mną a Zac’iem. Nikt nie zamierzał tego skomentować i byłam im za to wdzięczna, na dodatek Jess i Rick wciągnęli mnie w rozmowę na temat koncertu Maroon 5 w najbliższy miesiąc, więc przestałam myśleć o wynajęciu płatnego mordercy dla mojego byłego, co oczywiście było grubą przesadą, kierowała mną tylko złość.
Wróciliśmy do domu metrem, po kolei wysiadaliśmy na odpowiednich przystankach. Poza innymi, obcymi ludźmi, zostałam tam po jakimś czasie sama z Trevor’em.
-Mam się nie łudzić, że pogodzisz się z Zac’iem, prawda?- zaczął, choć już od początku nie podobała mi się ta rozmowa.
-Prawda. Widziałeś jak się zachowywał. Przepraszam, nie chcę o tym rozmawiać.
-Dobrze, ale chcę żebyś wiedziała, że nie zawsze się z nim zgadzam, a tym razem przesadził. Jestem w pełni po twojej stronie.
Dałam mu sójkę w bok i uśmiechnęłam się lekko. Trev zawsze umiał mnie rozbawić, nawet w smutnych czy okropnych sytuacjach.
-Dzięki. Na ciebie można liczyć.
Nie mieliśmy już czasu na poruszenie nowego tematu, bo musiał już wysiadać. Wcale się nie nudziłam, bo i ja opuściłam metro na następnym przystanku. Po kilkunastu minutach weszłam do domu. W pokoju odłożyłam torebkę i wróciłam do kuchni, aby wziąć z szafki wielką paczkę ciastek i następnie usiadłam ciężko na sofie obok mamy, która pomimo włączonego telewizora, wpatrywała się w laptopa na jej kolanach. Na ekranie dojrzałam jakieś skomplikowane wykresy, diagramy i zestawienia. Nigdy nie próbowałam się w to bawić, przerastało mnie od samego patrzenia. Mama jest z zawodu architektem i taką też ma pracę. Ja natomiast od zawsze interesowałam się historią, dlatego wybrałam historię ogólną jako mój kierunek na studiach, nie ważne że są nikłe szanse na znalezienie pracy w tym zawodzie. Zawsze mogę pracować w firmie ojca. Tata ma biuro finansowe- prościej mówiąc- cyferki, czyli kolejna dziedzina w którą nigdy bym się nie wdrążyła.
Akurat trafiłam na wieczorne wiadomości. Głupoty o kraju, czyli Obama i inni politycy, których nie znam. Następnie pogoda, co mnie tyle zaskakuje co ściana w moim pokoju, czyli wcale a wcale. Potem jest dział celebrytów. Nicky Minaj, ile ma implantów? Zac Efron i Josh Hutcherson na rozdaniu nagród MTV Movie. I oczywiście coś czego mogłam się spodziewać, tylko nadal łudziłam się nadzieją, że w jakiś cudowny sposób mnie to ominie.
-Harry Styles z popularnego na całym świecie boy bandu One Direction – zaczyna dziennikarka- chyba znalazł już swoją wybrankę. Nie możemy niestety zdradzić więcej szczegółów, ani my, ani żadni reporterzy w Wielkiej Brytanii, gdy Harry wniósł oficjalne ostrzeżenie, aby nikt nie publikował żadnych informacji na temat owej dziewczyny. Możemy zdradzić jedynie, że jest ona zwykłą dziewczyną. Para poznała się na urodzinach kolegi Harry’ego z zespołu, Niall’a Horan’a.
Następnie Styles odwiózł dziewczynę swoim motorem. Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń. Musi być to coś poważnego, skoro Harry Styles chce by ta znajomość była częścią jego prywatności.
Gdy dziennikarka skończyła byłam w szoku. Musi coś dla niego znaczyć…. Chce by ta znajomość została częścią jego prywatności…. Odwiózł dziewczynę motorem. Te wszystkie zdania tłukły mi się w głowie, dziwne że siedząca obok mama tego nie słyszała.
-Właśnie dlatego sądzę, że celebry ci powinni trzymać się celebrytów, to by zmniejszyło ilość plotek.- odezwała się mama znad laptopa.
-Tak, chyba tak- wymamrotałam tylko. Nadal byłam w szoku.
Nie w pełni świadoma, położyłam się na swoim łóżku i wpatrywałam w sufit. Przyszło mi kilka sms’ów, ale nie mogłam się poruszyć, nadal łudziłam się, że to wyjątkowo koszmarny sen.
‘Musi coś dla niego znaczyć…’ Dopiero gdy odważyłam się przewrócić na bok, zrozumiałam jak bardzo jestem zmęczona, od razu zmorzył mnie sen.

-----------------------

Tak baaaardzo Was przepraszam za to, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział, ale teraz już obiecuję, że będą się pojawiać regularnie :) Mam znów wenę, zmieniłam całkowicie fabułę, mam nadzieję, że Wam się spodoba :*
Postaracie się o 10 komentarzy? :)