Obserwatorzy

sobota, 7 czerwca 2014

Part 6. New people in my ambience.



Nie wiedziałam czego się spodziewać. Przez ostatni tydzień uparcie przeszukiwałam Internet w celu wyszukania jakichkolwiek informacji na temat programu Polowanie Na Faceta, ale cały czas stykałam się z mało dokładnymi informacjami jak np.: premiera odbędzie się za ponad miesiąc. W sumie to nie miałam pojęcia, ile cały program zajmie czasu, od producentów dowiedziałam się jedynie tyle, że okres ten można umieścić w przedziale 1.5-3 miesiące, równocześnie zależy to od oglądalności. W sumie to i mnie to martwi, nigdzie nie jest napisane, że ten serial(?) reality-show (?) będą oglądać tysiące, jednak zrobię wszystko, aby wygrać 50 tyś. Funtów, nieważne jakim kosztem.
Od kłótni z rodzicami mieszkam u Emily, dlatego że jako jedyna z naszej paczki ma własne mieszkanie, nie jest duże, ale i tak z chęcią mnie przyjęła. Od czasu afery dużo się zmieniło. Rozumiem jak bardzo krzywdziłam mamę przez całe życie, a teraz miało miejsce tylko tego zawiązanie, nie wiem jak sobie radzi, nie miałam żadnych wiadomości z domu, ale trudno mi nadal zapomnieć, to świeża sprawa, ciężko zostawić za sobą tak jakby poprzednie życie. Jest mi teraz o wiele trudniej, nie chodzę już teraz pięć razy w tygodniu na uczelnię, nie robię praktycznie nic, prócz spotykania się ze znajomymi, a ja nie potrafię siedzieć bezczynnie, ciężko mi z tym. Do tego niszczy mnie fakt, że tak jakby żyję na utrzymaniu Emily.
W wyznaczony dzień (5 marca) wstałam dość wcześnie, choć budzik miałam ustawiony na 8.00 rano, nie mogłam spać przez te emocje. Wyobrażałam sobie to miejsce do którego jadę już wiele razy, ale prawda jest taka, że nie mam pojęcia czego się spodziewać.
Około 10.00 rano pod dom podjechała czarna limuzyna, ta skrócona wersja. Jednak miałam jeszcze godzinę na własne sprawy, kierowca najprawdopodobniej uniknął korków albo chciał się po prostu zdrzemnąć. Gdy wsiądę do tego pojazdu, nie będzie już odwrotu, chyba że wyskoczę w trakcie jazdy.
Nie musiałam już poświęcać czasu na przygotowania, bo wcześniej ubrałam się w obcisłą mini sukienkę i założyłam do tego jedne z kupionych par butów, czarne na 13-centymetrowej szpilce. Moje wszystkie bagaże również były zapakowane w bagażniku. Przez chwilę zastanawiałam się, jak muszą się teraz czuć dwie pozostałe uczestniczki programu (nie wliczając jedenastu facetów).
Moje przemyślenia na ten temat zakłócili Jess, Ems, Trev i Rick, przyszli po to żeby się pożegnać, choć ewidentnie będzie to trudniejsze dla mnie niż dla nich, bo ja jadę w nieznane, a oni mają siebie. Zaczęłam od Rick’a, bo stwierdziłam że będzie z nim najprościej, zawsze jest uśmiechnięty, otwarty i wie kiedy co powiedzieć, ale teraz był wyjątkowo małomówny, choć dobry humor nie opuścił go do końca. Powiedział mi w żartach, że jak nie wygram to nie mam po co wracać. Rozbawiło to mnie, ale po części miał rację. Po nim podeszła do mnie Jessica, z nią było trudniej. Wybuchła płaczem, więc zrobiłam to samo, nie mogłam powstrzymać potoku łez. Stałyśmy przytulone około 5 minut. Nie odzywałyśmy się do siebie, bo nie musiałyśmy. Otarłam łzy – dziękując sobie, że wcześniej użyłam wodoodpornego tuszu do rzęs- a potem wysłuchałam monologu Emily, starała się utrzymywać pogodę ducha, pocieszała wszystkich, wspierała mnie i za to jestem jej wdzięczna.
Został tylko Trevor. Odeszliśmy kawałek dalej, aby być poza zasięgiem wzroku przyjaciół. Nasze pożegnanie miało być bardziej… prywatne.
-Obiecaj mi, że przyjedziesz z kasą – odezwał się dopiero, gdy podeszliśmy do wielkiej jabłoni.
Uśmiechnęłam się, sądząc że tylko się zgrywa, ale był poważny.
-Postaram się.
-I że program cię nie zmieni.
-Nawet nie wiem dokładnie o co tam chodzi.
-Obiecaj!
-Obiecuję. Trevor po co to? Sądziłam że mnie znasz.
-Oczywiście, dlatego najchętniej bym cię tam nie puścił.
Nie chciałam pytać dlaczego, po jego twarzy wywnioskowałam, że nawet nie miałby ochoty odpowiadać, tylko go przytuliłam, to najwięcej co mogłam w tej sytuacji zrobić. Też nie pragnęłam jechać, to przez ten strach przed nieznanym, ale musiałam. Odsunęłam się dopiero, gdy znów przemówił. Ujął wtedy moją twarz w dłonie. Byliśmy siebie bardzo blisko, ale nigdy nie aż tak jak teraz. To jego akt desperacji, żeby zatrzymać mnie?
-Nigdy bym nie pomyślał, że sprawy się tak potoczą.
-Ja też nie.
-Myślałem, że mamy jeszcze dużo czasu.
-Ale na co?
Nie odpowiedział, w jego oczach ujrzałam wahanie, tak silne jak jeszcze nigdy. Cały czas je widziałam, gdy coraz bardziej zbliżał swoją twarz do mojej, aż wreszcie jego wargi spoczęły na moich, aby rozpocząć z początku delikatny, aż w końcu pełen namiętności i rozpaczy pocałunek, tak jakby był naszym pierwszym i ostatnim. Nie odepchnęłam go, nie chciałam.
-Przepraszam, nie powinienem tego robić w takim momencie, ale chcę żebyś wiedziała, że masz do kogo wróć.
-Nie przepraszaj.
-Będę na ciebie czekać. Zawsze.
Nie odpowiedziałam mu, bo nie wiedziałam co, ale zatrąbił samochód i to mnie uratowało.
-Już czas – Trevor lekko się uśmiechnął.
Jeszcze raz przytuliłam i wsiadłam do limuzyny. Nie ma już odwrotu.
O programie i o miejscu posiadłości, na której spędzę przyszły czas wiedziałam tyle co nic, jechałam w nieznane.
Próbowałam uporządkować w głowie informacje, które jak dotąd posiadałam. Tak więc, są trzy dziewczyny wśród uczestników, prócz tego jedenastu facetów. Dokładnie nie wiem, ale żeby wygrać, ma zostać jeden, a on wybierze z nas trzech jedną – skomplikowane – zatem muszę mieć dobry kontakt z wszystkimi, niezależnie od tego, czy chcę tej znajomości czy też nie. Po każdym zadaniu odpada jeden facet. Na miejscu miałam być pierwsza z dziewczyn, dlatego postanowiłam zrobić na chłopakach jak najlepsze wrażenie, będę pierwsza i ostatnia, zapamiętają mnie dobrze.
Jechaliśmy bardzo długo, kilka razy przysnęłam, ale starałam się tego nie robić, bo byłam zmuszona po tym poprawiać makijaż, dlatego postanowiłam bezcelowo gapić się w okno: pola, łąki, lasy, gdzie my jesteśmy? Okazało się, że wcale nie przebywamy setek kilometrów, to nasze tępo jest takie wolne.
Po jakimś czasie zaczęłam się bawić różnymi przyciskami. Skończyłam, gdy znalazłam szampana i to nim zajmowałam się kolejną godzinę, do tego mogłabym się przyzwyczaić.
Od faceta, który prowadził samochód, odgrodzona byłam czarną ścianką, dlatego nie miałam z kim porozmawiać, a do przyjaciół nie będę dzwonić, bo niedawno się żegnaliśmy. Wróciłam do gapienia się w szybę. Tym razem krajobraz się zmienił. Gdy byłam zajęta sączeniem szampana z butelki nie zauważyłam, że jesteśmy w jakimś mieście, a raczej byliśmy, bo ukazała mi się tabliczka z nazwą miasta – Liverpool.
Zaczęłam sądzić, że kierujemy się w stronę morza i zostało nam jeszcze góra dwie godziny drogi, ale po jakimś czasie, może po 15-stu minutach samochód zwolnił i wjechaliśmy na całkowicie pokrytą kamieniami uliczkę, która prowadziła prosto do lasu. Najwidoczniej nie był to żaden skrót, tutaj mieliśmy jechać. Wreszcie gdy wyjechaliśmy spomiędzy drzew, dotarliśmy do wykarczowanego tereny, gdzieś w centrum tego lasu, gdzie po środku stał piękny, nowoczesny dom. Limuzyna zatrzymała się przed długimi schodami, najprawdopodobniej prowadzącymi do wejścia.
-Jesteśmy na miejscu- oznajmił szofer, choć nadal był poza zasięgiem mojego wzroku-Jestem pewny, że wygrasz.
Też bym chciała być tego pewna, pomyślałam. Jednakże jego uwaga wywołała uśmiech na mojej twarzy, więc gdy wysiadałam nie musiałam uśmiechać się sztucznie, co było wymagane przez kamery, które zaczęły być teraz stałym elementem mojego przyszłego życia w tym domu.
W butach, które miałam na sobie, mierzyłam jakieś 185 cm. Pewnie, gdy będę niżsi faceci, będę zmuszona zdjąć obuwie. Byłam świadoma, że już mnie kaperują, dlatego uniosłam wysoko głowę i ruszyłam naprzód po wysokich schodach prowadzących do wejścia. Nigdy nie chodziłam w tak wysokich butach, dlatego była zdziwiona, że ani razu się nie zachwiałam i dotarłam na szczyt schodów . Miałam przed sobą szklane drzwi, za którymi widziałam elementy wystroju wnętrza, wszystko tak samo okazałe jak sam dom z zewnątrz, jednak nie miałam teraz nimi przejść do środka. Po prawo stało jedenastu – sądząc po ich posturze i wyglądzie – mężczyzn.
Gdy tylko im się pokazałam rozległo się grupowe „łoooo” przerywane pogwizdywaniem, klepali się również po plecach i coś o mnie mówili. Uśmiechnęłam się do nich szeroki i podeszłam, aby się z nimi przywitać. Cory, Eric, Dylan, Dewon, Brandon, Sam, Michael, Taylor, Oliver, Jack, Josh. Każdy pocałował mnie w policzek. Spodobało mi się takie zainteresowanie, bo choć na uczelni wielu by dało, żeby się ze mną umówić (niektórzy nawet to robili) to zawsze był przy mnie jakiś chłopak, Trevor, Rick czy Zac, dlatego inny nie miał dostępu, a tutaj każdy ma, w większym czy mniejszym stopniu. Szczególnie spodobali mi się Brandon, Taylor i Dewon, ale nie miałam szansy przekonać się czy mają tylko ładne twarze, bo przyszła kolejna uczestniczka – Loren, druga brunetka. Na samym początku przytuliła mnie, trochę obojętnie odwzajemniłam uścisk, a następnie skierowała się do chłopaków, spodobało mi się to, że nie wszyscy całowali ją w policzek, co znaczyło że mam przewagę. Po upływie 10 minut przyszła trzecia dziewczyna, tym razem blondynka – Kennedy. Nade mną miała tylko przewagę w kolorze włosów, niektórzy faceci są fanami blondynek, poza tym wygląda ja plastikowa lala, na pierwszy rzut oka widać, że miała poprawione usta i nos. Mimo to, musiałam być miła. Z przyjaciółmi trzeba być blisko, ale z wrogami jeszcze bliżej.
Po jakimś czasie utworzyły się małe grupki. Loren rozmawiała z Josh’em,Oliver’em, Jack’iem i Sam’em, Kennedy odnaleźli fani blond włosów, czyli Michael, Dylan i Eric, a ja z Taylor’em, Cory’m, Dewon’em i Brandon’em. Po jakimś czasie, Dewon bardzo elokwentnie i ostrożnie by się nie zdradzić, odciągnął mnie na bok. Dostał ode mnie dużego plusa, bo znamy się niecałą godzinę, a już chce być ze mną sam na sam. Rozmawialiśmy bardzo ogólnikowo, bo nie wiemy co nas łączy, jednakże utwierdziłam się w fakcie, że nie jest tylko przystojny. Musieliśmy skończyć, gdy wysoki facet w czarno-złotym garniturze otworzył drzwi do domu od wewnątrz i wyszedł ku nam. Przedstawił się jako Jared Hestings, prowadzący programu. Ma jakieś 40 lat, ale nadal jest przystojny. A jeśli chodzi o wiek, zauważyłam że to ja jestem tu najmłodsza, przynajmniej tak mi się wydaje.
 Weszliśmy do środka i na tym skończyła się dzisiejsza praca prowadzącego. Naprzeciwko wyjścia była kuchnia połączona z salonem, a boczne korytarze prowadziły do naszych sypialni. Dziewczyny miały własny korytarz, na którym mieściły się 3 pokoje, więc każda ma osobny. Ze względu na liczebność płci przeciwnej, faceci musieli rozdzielić między siebie 4 pokoje. Wyszło na to, ze w pierwszym zamieszkają Josh, Eric i Dylan, w drugim Cory, Josh, Samuel, w trzecim Oliver, Michael, Brandon, a w ostatnim (najbliżej mojego) Taylor i Dewon, nie leżało w moim interesie to, że oboje są w tym samym pokoju, bo Dewon jak i Taylor, ale jest jeszcze Brandon.
Każda sypialnia miała własną łazienkę, a oprócz tego w domu była jeszcze sala kinowa, sala gier, pokój eliminacyjny, a na zewnątrz basen, do którego będziemy mieli dostęp dopiero, gdy któraś z dziewczyn zostanie BWR (Bitch Who Rules – suka która rządzi), a to stanie się już jutro, po pierwszym zadaniu.
Ustaliliśmy, że najpierw pójdziemy się rozpakować, a za godzinę spotkamy się w salonie, aby się lepiej poznać. Była to okazja, żebym przynajmniej zapamiętała ich imiona, bo na razie rozróżniam Taylor’a, Brandon’a, Dewon’a, Cory’ego i Samuel’a.
Mój pokój jest bardzo ładny, w porównaniu do poprzedniego jest bardzo czysty, jasny, schludny i przytulny. Moje 3 walizki już stały u podnóża łóżka. Położyłam je na nim i zaczęłam wszystko wyjmować. Po upływie 40-stu minut były już puste, więc upchnęłam je na dnie dwóch szaf, które teraz miałam tylko do mojej dyspozycji. Nie było sensu się już przebierać, bo w takiej sukience ewidentnie spodobałam się facetom. Nie miałam nic więcej do roboty, więc wyszłam z sypialni z myślą, że będę pierwsza w salonie. Zdziwiło mnie, że już znajdowała się tam połowa osób, brakowało dziewczyn, dwóch wysokich, tego najniższego i blondyna. Zostałam ochoczo zaproszona do miejsca między Taylor’em, a Cory’m, więc nie mogłam narzekać. Dewon podał mi kieliszek szampan, gdy weszły Kennedy,a zaraz za nią Loren, ucieszyłam się ponownie, bo nikt nie udostępnił im miejsca tak jak mnie, ale zmartwiłam się bo przyszły tu razem, co oznacza, że mogły zawrzeć sojusz przeciw mnie. Okazało się, że nieobecni faceci są w większości fanami blondynki, można było się tego spodziewać.
Na początku rozmawialiśmy w grupach, ale tak nie było jak się poznać, dlatego usiedliśmy twarzami do siebie. Kennedy, która pewnie sądzi, że jest najmądrzejsza z nas wszystkich, zaproponowała grę w „prawda czy wyzwanie”. Aby zacząć, Samuel zgłosił się na ochotnika. Ta gra trwała dość długo, dlatego nie zdążyłam zająć miejsca osoby dawającej pytania i zadania. Pytania były z początku proste, jak skąd jesteś, ile masz lat itp. Okazało się przy tym, że jednak tylko ja mam 20 lat, dalej Michael, Eric i Josh mają po 21. Dylan, Dewon i Samuel 22, Loren i Brandon po 23, a Kennedy, Dylan i Taylor po 24, a co bardziej nieprawdopodobne to to, że tylko ja pochodzę z Londynu, większość jest z Manchester, Liverpool, Yorkshire, czy Cardiff. Dopiero po jakimś czasie więcej osób zaczęło brać wyzwania i jedno z nich dotyczyło mnie. Cory miał wykonać dla mnie taniec erotyczny. Jedyne co robiłam to tylko się śmiałam, razem z pozostałymi. Osobiście dwa razy wybrałam wyzwanie, wiem że, żeby wygrać muszę być bezwzględna i bezwstydna, po prostu muszę się zmienić. Moje pierwsze wyzwanie polegało na zlizaniu bitej śmietany z klaty Josh’a, a w ramach drugiego miałam pocałować w policzek każdego faceta w tym pokoju.
Jutro miało odbyć się pierwsze zadanie, gdzie zostanie wybrana BWR, większość osób poszła spać już przed północą, jednak ja nadal siedziałam w salonie z Cory’m, Samuel’em, Taylor’em i Dewon’em. Kennedy bardzo opierała się przed pójściem, bo najwidoczniej nie chciała zostawiać mnie samej z nimi. Głównie patrzyłam jak piją i coraz bardziej się odurzają, ale również bardzo dużo rozmawialiśmy, a cały ten czas sączyłam szampana, który ani trochę na mnie nie działa. Po godzinie 2.00 postanowiłam już iść spać. Pocałowałam Samuel’a i Taylor’a w policzek po czym skierowałam
 się do Dewon’a, który jednak miał inne zamierzenie. Gdy się nad nim pochyliłam, przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować, nie opierałam się z kilku powodów. Po pierwsze to on od początku tego dnia mi się podobał, po drugie i tak nie będzie tego jutro pamiętał, a po trzecie to jestem tu po to żeby wygrać. Dewon może być w mojej grupie. Każdy facet musi czuć się kochany przeze mnie. Wszystko by wygrać.

---------------------------

Prosze bardzo! <3 Mam nadzieję, że się spodoba, bo naprawdę długo nad nim pracowałam :)
Znów zaniżam poprzeczkę, 10 komentarzy i następny rozdział ;D A pamiętajcie, że w 10 będzie już One Direction~!

wtorek, 20 maja 2014

Part 5. My choose.



Od zawsze myślałam o tym jak będzie wyglądać moje dorosłe życie, ale nigdy nie sądziłam, że sprawy przyjmą taki obrót wydarzeń. Żyję wyłącznie na utrzymaniu Emily. Po dniu w którym pokłóciłam się z rodzicami, szybko spakowałam wszystkie moje rzeczy i wyszłam jeszcze przed północą, zostawiłam jedynie krótki list, w którym napisałam żeby się o mnie nie martwili. Wiedziałam gdzie mogę pójść. Emily ma własne mieszkanie, owszem, nie pracuje, ale jej rodzice za nie płacą. Była w szoku, gdy opowiedziałam jej całe zajście, ale zaproponowała mi mieszkanie z nią, póki nie znajdę pracy. Na razie mam pieniądze na swoim koncie w banku, ale to bardzo mała kwota, za mała by kupić mieszkanie. Cały ostatni tydzień chodziłam do wszystkich firm znajdujących się w pobliżu. Nigdzie jednak nie chcieli mnie przyjąć, bo nie skończyłam szkoły. Fakt, że rzucam szkołę, nie zdziwił moich wykładowców, bo nie sądzili że tyle wytrzymam. Może i mieli rację, może i się poddałam, ale to moje życie i ja będę znosić konsekwencje. Największy szok przeżyli Trevor, Rick i Jessica. Doszli do wniosku, że ich opuszczam, a studia już nie będą takie same beze mnie. Choć ich zapewniałam, że nadal będziemy się codziennie spotykać i nic poza studiami się nie zmieni, ale bolał mnie fakt, że mają rację – zostawiam ich, moich przyjaciół.
-Wszystko się ułoży, zobaczysz- zapewniała mnie Emily, gdy przyszłam z firmy, która również mnie nie chciała.
-Może za wysoko mierzę, może powinnam zacząć od sprzedawcy lub kelnerki.
-Nie musisz, taka praca jest nie dla ciebie.
-Nie ma dla mnie pracy- odparłam zrezygnowana.
-Jutro nie pójdę na wykład, pomogę ci z pracą.
-Dziękuję.
Nie będę jej przekonywać, że powinna być obecna na wykładzie, bo wiem, że nic nie zdziałam. Nasza paczka jest słynna z tego, że zrobi wszystko by tylko nie iść do szkoły, a w jej przekonaniu, pomoc mi jest bardzo dobrym argumentem.
Tak więc rano wstałyśmy wcześnie, zjadłyśmy obfite śniadanie, aby mieć siłę na poszukiwania, choć i tak zjemy pewnie na mieście. Jak dotąd ubierałam się na rozmowę o pracę w spódnicę do kolan i białą koszulę, jednak dzisiaj wiedziałam, że znów mi się nie poszczęści, dlatego założyłam coś, co równie dobre mogłabym założyć na co dzień, ale również trzymając się bieli i czerni.
W poszukiwaniach miała nam pomóc Jess, która również nie czuła potrzeby odwiedzenia uczelni, mimo to cieszę się, że do nas dołączyła. Spędzam z przyjaciółmi teraz mniej czasu, dlatego każda minuta jest potrzebna.
Mówią, że jeśli się nie wierzy, że coś się nie uda, to się to nie uda, więc trzeba wierzyć. To odnosi się do mojej dzisiejszej sytuacji. Wiedziałam, że i tak nic nie znajdę, więc tylko zgadzałam się na propozycje firm, które sugerowały dziewczyny, a ja godnie wysłuchiwałam odmów, jednych uprzejmych, drugich już nie bardzo. Weszłyśmy do jakiejś kawiarni, która była nieopodal i postanowiłyśmy wypić kawę.
-Może po prostu wróćmy do domu – zaproponowałam.
-Nie! Znajdziemy ci dziś posadę- zaprzeczyła Jess.
-Dobrze by było.
-Musisz być bardziej optymistyczna, wtedy szczęście ci dopisze.
-Byłam optymistką tydzień temu i to też nie pomogło.
-Nie trać nadziei, uhm przepraszam.
Właśnie zaczął dzwonić telefon Ems, dlatego wyszła na zewnątrz, by swobodnie porozmawiać. Przez ten czas, grzebałam łyżeczką w swoim kremowym ciastku. To nie miało sensu.
Po kilku minutach wróciła do nas Emily wyraźnie ucieszona.
-Co się tak cieszysz? – zapytała ją Jess.
-Pamiętasz Travis’a? – zwróciła się do mnie Ems, ignorując Jessice.
-Ten chłopak, który jest modelem. Był z tobą na weselu twojego brata.
-Tak, to ten.
-I co z nim?
-Ma bardzo dużo znajomości, tych z wyższej półki. Dlatego poprosiłam go, żeby znalazł dla ciebie 
jakąś pracę godną uwagi. Najwyraźniej znalazł, bo zaraz tu przyjedzie.
Miałam już podziękować Emily, ale do kawiarni wszedł Travis. Jest to przystojny, wysoki, dobrze zbudowany facet z lekkim zarostem. Trudno powiedzieć czy się uśmiechał, bo raczej na jego twarzy widniał grymas, może zniesmaczenie albo zdenerwowanie.
Usiadł obok mnie, gdyż naprzeciwko siedziały Jess i Ems. Podał mi jakiś plik kart i zaczął mówić.
-Miałem załatwić pracę, a to nie jest praca, jednak można zgarnąć kasę i wydaje mi się że warto. Trudno było mi cię wkręcić. W sumie to było małe zamieszanie. Uczestnicy programu zostali już dawno wybrani, ale gdy pokazałem im twoje zdjęcie, uznali że z tobą będzie większa oglądalność i wywalili jakąś laskę.
-Poczekaj! – przerwałam mu- O co chodzi? Jaki program?
-A tak. Jest to nowy program Polowanie Na Faceta (Love Games), który powstaje w Anglii, miejsca Ci nie podam, tajemnica zawodowa, dowiesz się na miejscu.
-Ale jak to? Czyli nie mam nic do powiedzenia?
-Emily powiedziała, żebym nie pytał się gdy coś znajdę, dlatego od razu cię wkręciłem, co nie było też łatwe.
-A może ja nie chcę uczestniczyć w żadnych programie?
Podniósł wysoko brwi.
-Stawką jest 50 tysięcy funtów. Organizatorzy stwierdzili, że masz duże szanse. Co ci szkodzi spróbować?
To był ten ton, który używają ludzie by podkreślić, że druga strona nie ma już nic do gadania. Wiedziałam, że jestem przegrana w tej sprawie. Miałam żal do Emily, że oboje wkręcili mnie w coś, czego nie chciałam, ale suma była imponująca, może naprawdę mam szansę wygrać.
-A na czym to polega? – zapytałam po chwili namysłu.
Travis się uśmiechnął, bo zrozumiał, że nie będę już robiła problemów i wystąpię.
-Wszystko masz w kopercie, jednak są to ogólnikowe informacje. Miejsca nikt ci nie podał, bo dojedziesz tam limuzyną. Daty zakończenia programu też nie ma, bo nikt nie wie ile to będzie trwać.
Wstawał już, gdy coś mu się przypomniało.
-Podpisz mi tu jeszcze. – poprosił, wkładając mi długopis do dłoni.
-Co to jest?
-Umowa, spokojnie, przeczytałem.
 Coś mi podpowiadało, żeby mu nie ufać, ale skoro Emily ma do niego zaufanie to i ja powinnam mieć. Odszedł wyraźnie ucieszony, bo praktycznie nie było większych problemów, czego pewnie się spodziewał. Może i łatwo się zgodziłam, ale tak naprawdę to co mi szkodzi spróbować? Travis miał rację, w kopercie były tylko ogólne informacje. Data i godzina, kiedy przyjedzie limuzyna żeby mnie zabrać, długa lista potrzebnych mi rzeczy i taka sama długa tych których nie mogę zabrać, zawarta była również informacja na temat programu, na czym będzie polegał.
Trzy dziewczyny rywalizują o względy jedenastu mężczyzn, którzy i tak sami zdecydują w której grupie chcą się znaleźć. Co tydzień jest nowe zadanie, a wygrać może je tylko jedna dziewczyna, która następnie nominuje trzech mężczyzn do eliminacji. Co tydzień ktoś odpada. Gdy zostanie jeden pan, będzie on musiał wybrać między trzema paniami, role się odwrócą”
W sumie to dowiedziałam się tego co najbardziej mi potrzebne, mianowicie co ja tam będę robić. Mam po prostu rozkochać w sobie jak największą liczbę facetów, żeby byli w mojej grupie i pomagali mi wygrać. Skoro jest jedenastu facetów to i jedenaście zadań będzie, co znaczy że spędzę tam jedenaście tygodni, albo więcej, zawsze organizatorzy mogą nam dać tydzień więcej na odpoczynek czy coś takiego.
Po przeczytaniu tych kilku kartek, zorientowałam się czemu Travis uważał wkręcenie mnie do programu za niełatwe zadanie. Polowanie Na Faceta rozpoczyna się już za 5 dni. Dziewczyna której zajęłam miejsce, pewnie już wszystko zaplanowała i może nawet zaczęła się szykować. Nie jest mi przykro, wręcz przeciwnie , cieszę się, że jednak organizatorzy pozwolili mi brać udział, to nowa przygoda.
Skoro miałam przyciągać chłopaków, to musiałam poprawić kilka rzeczy w moim wyglądzie. Na początku poszłyśmy z dziewczynami do kosmetyczki: masaż, korygowanie brwi, maseczki, peeling. Następnie udałyśmy się do manicurzystki, ale tylko ja miałam mieć robione paznokcie, bo dziewczyny nie przepadały za pomalowanymi paznokciami. Mnie się zawsze podobały, ale sama nigdy nie miałam na to czasu i chęci. Teraz nie muszę się o to martwić, bo moje paznokcie są sztuczne i pewnie wytrzymają cały program, a jak nie, wezmę ze sobą zapasowe, by w razie czego szybko dokleić.
Jessica i Ems tak gorliwie rozmawiały ze sobą, że nie usłyszały jak płacę manicurzystce, postanowiłam je wystraszyć, choć było to bardzo dziecinne. Nie udało mi się jednak, bo Emily się odwróciła. Przez chwilę podziwiły moje długie paznokcie, a potem wyszłyśmy. Został ostatni punkt: buty. Nigdy nie chodziłam na obcasach, tym bardziej na szpilkach. Wydawało mi się to strasznie trudne. Jednak po przymierzeniu kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu par butów, wybrałam 12 par, głównie na szpilkach. Będą mi potrzebne, nie dlatego że jestem niska, wręcz przeciwnie, jestem wysoka i będę jeszcze wyższa, a poza tym, faceci lubią dziewczyny na szpilkach.
Razem z Ems wróciłyśmy do jej mieszkania, a Jessica pojechała do siebie. Zaczęłam ochoczo przeglądać swoje ubrania, najpierw tak po prostu żeby się rozpoznać w jakości mojej garderoby, a potem analizowałam listę rzeczy które mam wziąć. Brakowało mi tylko bikini, bo nie chodzę na basen i nie jeżdżę nad morze, ale teraz muszę kupić.
-To będzie duża zmiana, prawda? – zapytała mnie Emily, gdy weszłam do kuchni, po tym jak przeanalizowałam całą moją szafę.
-Jeszcze większa niż dotychczas, a co jeśli popełnię jakąś gafę, a kamery to uchwycą?
-Nie zrobisz nic głupiego, postępuj rozważnie, choć nie wiem czy to możliwe w takim programie.
Uśmiechnęłam się do niej, tak, trudno będzie myśleć rozważnie gdy chodzi tu o jedenastu facetów.
-Muszę znaleźć tych najlepszych, z którymi mam szansę wygrać – zauważyłam.
-Tak, nie trzymaj się jednego, staraj się utrzymywać kontakt z wszystkimi. A jeśli chodzi o twoje przeciwniczki z nimi też staraj się być w przyjacielskich stosunkach, po to by na końcu wbić nóż w plecy.
-Czasami się ciebie boję.
-Musisz wygrać, nie widzę innej opcji.
-Postaram się. Zrobię wszystko, przed niczym się nie powstrzymam. Muszę wygrać. 

-------------------

Już 5! A raczej dopiero.
Wstawiłam, choć nie było jeszcze 10 komentarzy, dlatego tym razem gdy pojawi się 12 komentarzy, wstawię następny rozdział :) Pamiętajcie, że w 10 rozdziale pojawia się One Direction, tym razem na stałe, więc czym szybciej tym lepiej :)
 

czwartek, 8 maja 2014

Part 4. Wedding Time.




Czekałam na nasze spotkanie. Codziennie na ulicach rozglądałam się wokół siebie. W domu szybko podbiegałam do drzwi, gdy zadzwonił dzwonek, ale i tak czekało mnie rozczarowanie. Mijały miesiące, jeden, drugi, zima. Chyba za bardzo wzięłam do siebie słowa tej dziennikarki, może to dla niego nic nie znaczyło, chciał żeby to nie wyszło na światło dzienne, bo nie jestem tego warta. Z nikim nie podzieliłam się tymi rozmyślaniami, nie mogłam. Czekałam spokojnie, aż przestałam czekać. Na początku lutego pogodziłam się z faktem, że to moja teoria jest prawdziwa.
Tego dnia miał nas odwiedzić ojciec. Musiała to być naprawdę ważna wiadomość, bo ostatnio był u nas pół roku temu, tylko po to, by powiedzieć że dziadek nie żyje, jaki jest ten powód?
Mama krzątała się po kuchni już od bladego świtu. Przewijałam się jej tylko od czasu do czasu, gdy czekałam czegoś do jedzenia. Poza tym siedziałam w swoim pokoju z Trevor’em, który mnie odwiedził jako jedyny, bo Jess i Ems poszły obejrzeć trening chłopaków, a Trev ma zwichniętą kostkę, więc nie może w nim uczestniczyć.
Zawsze gdy na niego patrzyłam, czyli praktycznie 24/h, bo nawet na tapecie telefonu mam nasze zdjęcie, przypominały mi się wszechobecne we wszechświecie słowa ‘Przyjaźń damsko-męska nie istnieje’. A my to co? Jeśli to nie przyjaźń , to co innego? Związek bez zobowiązań? Nie, to nadal przyjaźń. Kocham go, fakt, ale jak brata. Oddałabym za niego życie, a on za mnie. Nikt w moim życiu nie jest tak ważny jak on. Jest taką wspaniałą osobą, że aż się dziwię dlaczego nie ma dziewczyny, ale gdy tak się zastanawiam nad tym, dochodzę do wniosku, że nie chcę żeby ją miał, bo musiałabym się nim dzielić. Może to bardzo samolubne z mojej strony, ale tak właśnie jest, potrzebuję go jak powietrza.
-Fire Dragon – rzuca w moją stronę, gdy zamykam za sobą drzwi.
-Nie, to za banalne. Musi być chwytliwa nazwa.
-Coś jak Tattoos?
-Oczywiście, że nie. Może Imagine Dragons?
-Jak ten zespół?
-Racja. To po prostu Imagine.
Pokiwał głową zgadzając się. Nazwa miała dotyczyć studia tatuażu, który zakładaliśmy, oczywiście tak na niby, to po prostu na zajęcia z Zasad Życia Społeczeństwa Nowożytności (ZŻSN), mamy zrobić coś co dotyczy nowych zasad panujących w teraźniejszości. Wybraliśmy biznesplan, bo jest to proste i nie wymaga zbytniej pomysłowości. Biznesplan, to kilkanaście kartek dotyczących funkcjonowania zakładanej firmy, musi się znaleźć : streszczenie, opis firmy, zarządzanie, marketing, opis działalności i o wiele, wiele więcej, choć nie jestem w stanie tego zapamiętać, bo przecież nie będzie mi to już nigdy potrzebne, a w razie czego, mogę skorzystać z Internetu, tam znajdę praktycznie wszystko. Możliwe, że mój ojciec coś takiego już robił i to nie raz, ale nie poproszę go o pomoc, już dawno temu przyrzekłam sobie, że o nic go nie poproszę, nie po tym, gdy zostawił mamę. Nadal utrzymuję z nim kontakt, ale nie bliski, nie umiem mu tego wybaczyć, po prostu zawsze gdy na niego patrzę, widzę wyraz twarzy mojej mamy, gdy jej to powiedział.
Miałam wtedy 14 lat i oglądałam Disney Channel w salonie. Byłam taka malutka i chudziutka, że nie było widać mojej wystającej głowy, bo skuliłam się. Weszli do pomieszczenia i strasznie się kłócili. Bałam się wychylić, więc siedziałam cicho i wsłuchiwałam się w ich rozmowę, choć wiem że było to nieładne z mojej strony. Tata coś wtedy krzyczał, że od dawna nie może tego znieść, aż wreszcie oznajmił, że chce rozwodu. W ten sposób zdradziłam swoją obecność, zapytałam co to znaczy. Byłam mała, nigdy nie miałam styczności z takimi rzeczami, miałam wizję szczęśliwej rodziny: mąż, żona i dzieci, a jednej chwili wszystko się zmieniło. Wtedy zobaczyłam twarz mojej mamy, którą teraz widzę w twarzy ojca. Zrozpaczona, pozbawiona sensu życia i zanosząca się histerycznym płaczem mama uciekła do kuchni, podczas gdy ojciec spokojnie mi wszystko tłumaczył, gdybym tylko wiedziała… na pewno by ode mnie dostał. Podejrzewałam go potem o inną kobietę, ale takiej nie było, nie wiem jak jest teraz, stałam się obojętna na jego życie, głównie przez wzgląd na mamę, nie miała od tamtej pory nikogo, choć prosiłam, nadal kocha tatę.
-Tess! – na ziemię sprowadził mnie głos Trevor’a.
-Co?
-Mówiłem, że skończyłem. – pomachał mi przed oczyma pendrivem, na którym zapewne był nasz biznesplan, który czekał na wydrukowanie.
-Och, no dobrze.
-Wszystko w porządku?
-Tak, tylko zastanawia mnie cel wizyty mojego ojca.
-Będzie dobrze. A jeśli o to chodzi, to muszę już spadać.
Przytulił mnie i wyszedł z pokoju. Nie muszę go odprowadzać, zna drogę do drzwi.
Natomiast ja zaczęłam się szykować. Żadnych sukienek, ojciec nie jest tego wart. Szanuję go, ale równocześnie brzydzę się nim, powinien raz na zawsze usunąć się z naszego życia, same tego chciał. Założyłam asymetryczne, pudrowe spodenki i białą bluzkę, nic specjalnego. W momencie, gdy skończyłam rozczesywać włosy, usłyszałam dzwonek do drzwi. Już się nie zerwałam tak jak zawsze, pogodziłam się, że Styles nie przyjdzie.
Usłyszałam śmiech Johny'ego. Mój młodszy brat cieszył się z widoku taty, był za młody by wszystko pojąć. Wkrótce znienawidzi go tak jak ja.
Wreszcie i ja wyszłam z mojego pokoju. Spojrzałam na niego i znowu przed oczyma zobaczyłam zapłakaną twarz mamy.
-Tess! Co u ciebie?
-Nie sądzę, żeby to cię interesowało.
-Oj, to źle sądzisz- nie tracił najwyraźniej zapału.
-Miejmy to już za sobą, twoje idealne życie czeka na ciebie, a ty pewnie nie możesz się doczekać, aż znowu nas zostawisz.
 Jego mina trochę zmieniła się, ale w porę przyszła mama, by oznajmić, że kolacja gotowa.
Miała na sobie czerwoną sukienkę, bardzo ładnie w niej wyglądała. Sama była bardzo ładną kobietą i zawsze się dziwiłam czemu z nikim nie jest. Może i nie byłam wzorem córki, nie umiem się do niej odezwać  nie krzycząc lub wyzywając jej, ale to nie znaczy, że nie dażę jej szacunkiem i zaufaniem, wręcz przeciwnie.  Już podczas deseru, zachwalałam jej obiad, a ojciec potwierdzał, pewnie by zapunktować. Wdali się w dyskusję na temat poczynań firmy ojca, więc zajęłam się swoim kawałkiem czekoladowo-biszkoptowego ciasta.
-A jak tam Zac, Tess? -zapytał mnie, gdy nawet nie zauważyłam, że skończyli rozmawiać o zamówieniu na ogród u mojej mamy.
-Jak cię to interesuje, to się go zapytaj, a ja nie chcę wiedzieć.
Otworzył usta by coś powiedzieć, ale zdał sobie sprawę co oznaczają moje słowa i dał sobie spokój. Skończyliśmy deser.
-No dobrze, teraz chciałbym wam coś powiedzieć.
-No przecież, nigdy nie przychodzisz, gdy nie masz czegoś do powiedzenia - miała to być uwaga na boku, ale specjalnie podniosłam głos.
Spotkałam się z morderczym spojrzeniem matki, pewnie nadal myśli, że ojciec chce wrócić, dlatego tak się na niego błagalnie patrzy. Czasami po prostu żal mi na nią patrzeć.
-Tak wiem, że rzadko się widujemy. Chciałbym to naprawić, jeśli mi pozwolicie. A możemy zacząć od ceremoni ślubu, a następnie wspólnej zabawy na weselu - powiedział ostrożnie.
Mamie zszedł cały uśmiech z twarzy, wyglądała jakby miała się za chwilę rozpłakać. Po woli i do mnie zaczęły docierać te słowa.
-Czyj ślub? - zapytałam ciężko oddychając, ale odpowiedź była prosta.
-Mój ślub, Tess. Nie przedstawiałem wam Jennifer, bo bałem się reakcji.
-A teraz się nie boisz reakcji? - krzyknęłam, miałam ochotę wygrnąć mu wszystko - Po co chciałeś dzieci skoro się nigdy nimi nie przejmowałeś!? Myślisz, że wejdziesz tu, zjesz z nami, po czym oznajmisz że żenisz się z kimś kogo nie znamy? Pomyślałeś, że to nie fair w stosunku do nas?
Po woli złość mnie opuszczała, a została zastępiona frustracji. Jest zakłamanym dupkiem, który nie myśli o innych.
-Tak, wiem Tess. Możesz być zła. Kiedyś założysz własną rodzinę i zrozumiesz.
Nie, nie zrozumiem-pomyślałam. Byłam tak zła, jak nigdy dotąd, jak mógł nas tak zranić? Do matki też chciałam już nakrzyczeć, że nie powinna się tak mazgaić dla idioty, ale nie mogła widząc jak cierpi.
-Dobrze.- zaczęłam- Ja też mam wam coś do powiedzenia. Rzucam studia.
Ich reakcja była błyskawiczna. Mama wytrzeszczyła na mnie oczy, ojciec gwałtwonie podniósł się, przez co Johny uciekł do swojego pokoju z krzykiem.
-To moja decyzja i wy jej nie zmienicie. Jestem dorosła. Nie będę żyć na waszym utrzymaniu już ani chwili dłużej.
Ojciec wyglądał jakby chciał na mnie nawrzeszczeć, ale się rozmyślić, więc wymamrotał coś pod nosem, zostawił zaproszenia na ślub i wyszedł z mieszkania. Mama załamała się, zaczęła płakać i odeszła.
Usiadłam ciężko na krześle. Co ja najlepszego zrobiłam? To prawda, zastanawiałam się nad tym dość długo, bo nie chcę już studiować, chcę żyć jak większość osób w moim wieku. Nie wiem jeszcze jak, ale teraz muszę to wymyślić, skoro w przypływie energii podjęłam taką decyzję. Od teraz nic nie będzie takie samo.
Stałam przy stole wpatrując się w kuchenkę mikrofalową jakieś kilkanaście, może kilkadziesiąt minut. Przez jakiś czas nie zdawałam sobie sprawy z tego co zrobiłam, ale po jakimś czasie zrozumiałam, że to odmieni moje życie tak bardzo, że nie będzie ani trochę podobne do tego którym żyłam dotychczas, do tego które było w jakimś sensie spokojne, ale i bezpieczne, a teraz nic takie nie będzie, nic nie będzie pewne i stałe.
Musiałam komuś to powiedzieć, dlatego od razu napisałam wiadomość do Emily.
*Muszę znaleźć pracę i mieszkanie.*
*Pomogę Ci.*
Nie wiedziałam czy myśli, że sobie żartuję, czy naprawdę zdaje sobie sprawę z powagi tej sytuacji, ale w tym momencie dziękowałam jej za to, że nie muszę jej niczego wyjaśniać, jeszcze nie dzisiaj.

--------------------------------------------------------

Hej :)) Proszę bardzo, 4 rozdział. Mam nowe pomysły, więc na pewno nie będzie nudno jak dotychczas, a One Direction pojawi się ponownie w 10 rozdziale, do tego czasu nie będziecie się nudzić, obiecuję :>